Malinowe…

Na fali owocowych mydeł zrobiłam sobie ostatnio Malinowe. Akurat tort śmietankowy z malinami był w produkcji więc przy okazji trochę sobie odłożyłam do mydła 🙂 a co tam przecież nic nie może się zmarnować a i tak już owoce rozmrożone ….

Jak wpiszecie sobie w dr G np „malinowa maseczka” to pierwsze co Wam wyjdzie to, że są one idealne do cery mieszanej ale i nie tylko. Podobnie jak jeżyny o których pisałam wcześniej (Jeżynowe peelingowe… )mają one kupę witamin (A, E, B, PP) i soli mineralnych i właściwie to obojętne jaką cerę macie to nacieranie twarzy sokiem z malin Wam pomoże.

Jednym zredukuje produkcje sebum i zlikwiduje świecenie, innym natomiast nawilży miejsca suche. Przy tym jeszcze odblokuje pory i zlikwiduje zaskórniki, no i oczywiście super Was odżywi, jednym słowem kosmetyk uniwersalny 🙂

Nic tylko zorganizować sobie maliny, najlepiej z własnego ogródka i wykorzystać w domowej produkcji kosmetyków.

Wracając do mojego mydła to dodatkowym fajnym efektem malin jest lekki peeling, który robią no bo przecież jest w nich ogrom pestek. Możecie oczywiście przetrzeć owoce przez sito jeśli ich nie chcecie, a le ja akurat tego typu mydełko chciałam więc pestki jak najbardziej zostawiłam.

Przechodząc do konkretów jak zrobiłam takie mydło.

Tak jak lubię i żeby było prosto w składzie nie będziemy za bardzo szaleć, tak że każdy początkujący mydlarz spokojnie da sobie radę. Tylko pamiętajcie o podstawowym BHP mydlenia, które znajdziecie na internecie (kiedyś w końcu i u mnie się tego doczekacie ;).

No to do dzieła!

SKŁADNIKI:

  1. olej kokosowy 300g
  2. olej ryżowy 300g
  3. smalec wieprzowy 450g
  4. oliwa z oliwek (typu pomace) 450g
  5. woda destylowana 350g
  6. wodorotlenek sodu (NaOH) 207g
  7. olejek zapachowy 2szt (u mnie akurat czereśnia bo malina wyszła)
  8. 3 Ł puree z malin (takie podgrzane jak do dżemu, żeby łatwiej wymieszać)
  9.  1Ł dwutlenku tytanu
  10. 1ł czerwonej mikki

WYKONANIE:

  1. odpowiednio ubrani i zabezpieczeni omierzamy sobie wodę i NaOH, wychodzimy na balkon itp. i wrzucamy sodę do wody – dokładnie mieszamy (nie wdychając oparów). Pozostawiamy w bezpiecznym miejscu do ochłodzenia.
  2. przygotowujemy sobie foremkę, u mnie jest drewniana więc wykładamy ją papierem.
  3. przygotowujemy barwniki (rozpuszczamy w oleju lub wodzie), otwieramy olejki eteryczne, szykujemy blender, szpatułki, łyżki, łyżeczki, ręczniki papierowe itp.
  4. Jak już nasz ług osiągnie ok 50°C to zaczynamy odmierzać nasze oleje. Najpierw tłuszcze stałe, jak już je mamy w garnku to wstawiamy na piec i powoli rozpuszczamy. Jak wszystko się upłynni to przekładamy z powrotem na wagę (uwaga bo gorące, moja waga wytrzymuje a jest jedną z tańszych ale można chwilę odczekać aż dno ostygnie). Odmierzamy tłuszcze płynne i tym sposobem mamy wszystko od razu w niższej temperaturze.
  5. Mierzymy temperaturę ługu i olejów jak mamy ok 40°C to zaczynamy mieszanie. Wlewamy powoli ług do olejów, wkładamy blender i powoli mieszamy, można najpierw zamieszać bez włączania a potem pulsacyjnie miksujemy.
  6. Jak wszystko nam się ładnie połączy to odlewamy połowę do drugiego pojemnika, najlepiej do tego w którym wcześniej rozpuściliśmy barwnik biały.
  7. do pierwszej części dodajemy barwnik czerwony (dlatego, że wodorotlenek zmieni kolor malin na brązowy a ja chce ładny czerwony) dobrze miksujemy i dodajemy maliny i olejek zapachowy, mieszamy i szybko przelewamy do formy.
  8. Uderzamy parę razy formą o podłogę, żeby wszystko ładnie się wypełniło i bąbelki powietrza uciekły. Zostawiamy i czekamy aż zgęstnieje. w tym czasie lekko mieszamy szpatułką drugą część.
  9. Jak już widzimy, że pierwsza zastyga to blendujemy dobrze drugą i powoli (można po szpatułce) przelewamy do formy.
  10. na wierzch mydła łyżką nakładamy resztki czerwonego i tutaj moja szybka innowacja bierzemy trochę niebieskiej mikki mieszamy w oleju i też dajemy na górę mydła. Patyczkiem robimy wzorki, pryskamy alkoholem, przykrywamy i dajemy w ciepłe i bezpieczne miejsce (u mnie zazwyczaj jest to góra szafki kuchennej:)
  11. Na drugi dzień wyciągamy z formy i kroimy.

et voila! 

IMAG2658_2.jpg

Malinowe jest gotowe, teraz tylko ok 4-5 tygodni dojrzewania i można próbować.

Pozdrawiam 

Gosia 🙂